Tak wyszło, że mój wypad zimowy trafił na największy mróz. Łódź, miasto odwiedzane przeze mnie po raz pierwszy. Trochę za lekko się ubrałam, chociaż wydawało się, że mam na sobie warstwy i będzie ok, jednak widać Wrocław jest ogólnie w cieplejszym miejscu i do takich mrozów po kilkanaście stopni poniżej zera to mój organizm nie jest przyzwyczajony.
Dlatego też wieczorami nie byłam w stanie długo chodzić po mieście. Może też nadchodzące przeziębienie powodowało, że ciągle było mi za zimno. Ale co tam.
Samo oderwanie się, zmiana otoczenia, to już było coś i ten klimat Łodzi, fabryk…
Uważam, że jak już się jedzie do Łodzi, to można wcześniej, lub będąc tam, obejrzeć sobie „Ziemię obiecaną”, ja tak zrobiłam. Ponieważ było zimno, nie sprzyjało spacerom, bo czułam się chora, wreszcie też, bo w pobliskim teatrze Jaracza nie było już biletów, a i następnego dnia nic nie grali, bo to przecież poniedziałek.
No dla mnie to być w mieście na wycieczce, to prawie zawsze oznacza wyjście do teatru, no ale nie zawsze się da. Dlatego tym razem film.
Polecam oglądanie „Ziemi obiecanej” i pójście potem w miasto na zwiedzanie. Wtedy można tę Łódź poczuć na własnej skórze, tę historyczną i jednocześnie dzisiejszą realną.
Księży Młyn, czy przepiękny Pałac Rodziny Poznańskich.










