Bez kategorii

Pojechać do Łodzi w największy mróz – wspomnienie jak kostka lodu w dzisiejszy upał ;)

Tak wyszło, że mój wypad zimowy trafił na największy mróz. Łódź, miasto odwiedzane przeze mnie po raz pierwszy. Trochę za lekko się ubrałam, chociaż wydawało się, że mam na sobie warstwy i będzie ok, jednak widać Wrocław jest ogólnie w cieplejszym miejscu i do takich mrozów po kilkanaście stopni poniżej zera to mój organizm nie jest przyzwyczajony.
Dlatego też wieczorami nie byłam w stanie długo chodzić po mieście. Może też nadchodzące przeziębienie powodowało, że ciągle było mi za zimno. Ale co tam.
Samo oderwanie się, zmiana otoczenia, to już było coś i ten klimat Łodzi, fabryk…

Uważam, że jak już się jedzie do Łodzi, to można wcześniej, lub będąc tam, obejrzeć sobie „Ziemię obiecaną”, ja tak zrobiłam. Ponieważ było zimno, nie sprzyjało spacerom, bo czułam się chora, wreszcie też, bo w pobliskim teatrze Jaracza nie było już biletów, a i następnego dnia nic nie grali, bo to przecież poniedziałek.
No dla mnie to być w mieście na wycieczce, to prawie zawsze oznacza wyjście do teatru, no ale nie zawsze się da. Dlatego tym razem film.

Polecam oglądanie „Ziemi obiecanej” i pójście potem w miasto na zwiedzanie. Wtedy można tę Łódź poczuć na własnej skórze, tę historyczną i jednocześnie dzisiejszą realną.
Księży Młyn, czy przepiękny Pałac Rodziny Poznańskich.

Continue reading „Pojechać do Łodzi w największy mróz – wspomnienie jak kostka lodu w dzisiejszy upał ;)”
Blog · Mikro i makrowyprawy

Toruń Anny Schilling – od mroźnej zimy po tłoczny czerwiec.

Naprawdę już długo nie pisałam, a dziś chcę po prostu sprawdzić czy jeszcze umiem.
Też tak macie, że jakaś dłuższa przerwa zwyczajnie w Was budzi niewiarę w Wasze umiejętności? Jakby wszystko, co umiecie nagle się przeterminowało i uleciało jak mgła.
Ale trudno, próbujemy. Ostatnio upały dały nam się we znaki, przynajmniej tu na południowym – zachodzie Polski było nieznośnie. Wtedy pomyślałam, czy jeśli będę oglądać, wspominać mrozy i zimę, to czy to odpowiednio zadziała na mój mózg. Czy poczuję się schłodzona?
No i tak wspominając tegoroczną zimę, powróciłam do wyjazdu do Torunia, kiedy to Wisła była tak pięknie zamrożona, że chciałoby się po niej chodzić, jeździć na łyżwach, a muzea bez kolejek, ale za to pozwalały się schronić przed mrozem.

Continue reading „Toruń Anny Schilling – od mroźnej zimy po tłoczny czerwiec.”
Blog · Wiersze

Wydałam kiedyś książkę

Wydałam kiedyś książkę poetycką, potem drugą, a teraz żyję z dnia na dzień, co oznacza, że wcale nie jestem pewna czy chcę wydać kolejną.
Na razie najbliżej mi do nieprzewidywalności kolejnego dnia, do ulotności, więc świetnie się odnajduję na YouTube. Tu, jeśli mam ochotę, przeczytam wiersz, zaproszę na warsztaty, lub przeczytam kawałek prozy kogoś z kim, w danym momencie, mi po drodze. Czasem zatańczę, a czasem się pomaluję.
To nieprzewidywalna codzienność, a jednocześnie niespodzianka czyli prezent w postaci kolejnego dnia.

To jest trochę jak rejestrowanie siebie, jak wizualny pamiętnik.
To ciekawe, że do tego wpisu natchnęło mnie ujrzenie przypadkiem zupełnie mojej Infalii w antykwariacie z napisem „jedyny egzemplarz”
No rzeczywiście dodruku książki nie będzie, bo wydawnictwo przestało istnieć.
Ale to miłe, że jest sobie w antykwariacie

Tymczasem zaczyna być ciepło, chociaż taniec rozgrzewa i w zimie, i w porze cieplejszej tak samo 🙂

Bez kategorii · Smakowite

Jaglana po raz pierwszy

Nudzę się zwykle czymś, co niezmienne, dlatego w kuchni też poszukuję ciągle nowych smaków, no i też oczywiście zdrowia. To, co ugotowane, upieczone, zrobione własnoręcznie jest zdrowe. Tak, jeśli się użyje odpowiednich składników, ale też dlatego, że nie dodajemy tam żadnych utrwalaczy. No ale, jak we wszystkim, szukam równowagi, żeby nie przesadzić z robieniem czegoś ponad siły, wbrew sobie, mimo że dla zdrowia. Dlatego ten przepis nie wymaga zbyt wiele czasu 🙂

Przepis z książki, którą kupiłam jakiś czas temu, coś jak zrobienie dla siebie czegoś na przyszłość, jak list do siebie sprzed paru lat. Trochę się przeleżała, teraz ją doceniam i wykorzystuję. Dopiero dziś.


Continue reading „Jaglana po raz pierwszy”
Bez kategorii · Przeczytane

Odkrywanie zapomnianej literatury

Taki teraz mam czas, balansuję między XIX wiekiem (Jóżef Ignacy Kraszewski – podróże, zwiedzanie jego muzeów, ale o tym innym razem) a okresem 20-lecia międzywojennego oraz czasami zaraz po wojnie, II wojnie. Tak się składa, że sięgnęłam po eseje, które dostałam w nagrodę jako uczennica 8 klasy podstawówki. Niezwykłe, ta książka w nienaruszonym stanie przetrwała u mnie, może głównie z powodu dedykacji, jakie wtedy wpisali mi do tej książki koledzy i koleżanki z klasy oraz wychowawczyni, więc taka wartość sentymentalna. Dopiero teraz postanowiłam po nią sięgnąć i chyba to dobry moment, bo wciągnęła mnie. Jak dobra powieść, a przecież to sylwetki międzywojennych, przedwojennych pisarek, w tej chwili kompletnie zapomnianych, takich jak Wanda Melcer, Irena Krzywicka, Kazimiera Iłłakowiczówna, Maria Wielopolska, Ewa Szelburg-Zarembina, Maria Kasprowiczowa, Helena Boguszewska, Maria Ukniewska, Izabela Czajka-Stachowicz i Zuzanna Ginczanka oraz jedyny w tym (towarzystwie) wyborze, mężczyzna – Michał Choromański.

Continue reading „Odkrywanie zapomnianej literatury”
Bez kategorii

Pojechać w Tatry na kilka godzin żeby zatańczyć

Kiedyś o tym pisałam, że gdy nie mam potrzeby pisać, to nie piszę. Nie czuję presji, nie mam potrzeby, mam wolność. Chcę być niezależna od tych lajków, od ludzi, nawet od Was, czy czytacie, czy nie. Fajnie, gdy komuś się jakiś wpis przyda, ważne, żeby nie zepsuł nikomu taki wpis dnia, ani humoru, a właśnie odwrotnie, dał wsparcie lub choćby spowodował uśmiech, a może zainspirował. Podpowiedział życiowo: ja też tak mogę przecież, bo czemu nie. Cokolwiek.

Może właśnie dlatego akurat dziś znów piszę. Każdy, pokazując coś , co mu się udało, chce się trochę pochwalić, że coś zrobił i to wyszło, a może nawet wyszło wbrew trudnościom. Ale u mnie samo pokazanie tego nie przekonuje mnie do pisania, bo muszę sobie wytłumaczyć, że robię to z ważniejszego powodu. Sama zresztą w ten sposób zaczęłam sobie dawać prawa do niektórych rzeczy. Dopiero, gdy u kogoś innego zauważyłam, że sobie daje prawo i dzięki temu lepiej żyje, jest szczęśliwy, że można, da się.

Aż doszłam do momentu, w którym wymyślam wyjazd w Tatry na jen dzień, kilka godzin w sumie, tyko po to, by zatańczyć, bo od miesiąca chodzi za mną piosenka, której tańczyć nie chciałam gdzie indziej, tylko w Tatrach. Myśląc, że nie stać mnie teraz finansowo ani czasowo na Tatry, chciałam to odkładać na kiedyś.
Tak łatwo sama ze sobą nie mam, by sobie samej pozwolić na taki luksus. Fanaberię, ot tak wyjechać.
Wsiąść do pociągu byle jakiego z tym kamykiem zielonym…. Musiał pomóc los.

Continue reading „Pojechać w Tatry na kilka godzin żeby zatańczyć”
Bez kategorii · Blog

Koncert w parku – zaskoczenie

Znów niedziela, bez specjalnych planów, z odrobiną frustracji w herbie. Cóż, ostatnio trochę mi się poprzesuwały progi znoszenia frustracji. Kiedyś już bym leżała na łopatkach powalona przez życie, a dziś cóż no lekka frustracja.

W każdym razie niedziela, wymiana książek w Macondo. Szłam dwa razy z tymi książkami, bo tak jakoś się uzbierało i ciężko, i trzeba trochę mieszkanie zrobić przejrzystszym, a tu po drodze słyszę jakieś dźwięki. Plac Św. Macieja, muszla koncertowa. Wyraźnie coś się dzieje. Jak się okazało próba. Koncert dopiero będzie. Plenerowy, darmowy. Tak blisko. No skoro koncert sam do mnie przychodzi, to jak tu nie posłuchać. Zaniosłam książki, dziś bez makijażu, zdążyłam do domu na 5 minut tylko coś odłożyć, niepotrzebny bagaż i z powrotem. Koncert był super, Justyna Woźniak, aktorka Teatru Capitol. Super głos, cudny brawurowy akompaniament Michała Olejnika. Zdążyłam powiadomić koleżankę, która mieszka blisko i też jej się ten koncert przydał.

Na wszelkie frustracje muzyka robi najlepiej. Wczoraj ostatnia potańcówka w Rynku, też byłam. Uwierzcie, nie bójcie się tańczyć w tłumie, każdy tam tańczy jak chce, jak umie, jak popadnie. Nawet sam, nie jest sam. Nie ma się czego wstydzić. Wystarczy odłożyć obawy.

Wczoraj tańce, dziś koncert, muzyka koi na różne sposoby.
A gdy usłyszałam piosenkę, którą puszczam sobie na okrągło od miesiąca, może nawet dwóch, nucę, śpiewam, to stało się jeszcze bardziej oczywiste, że koncert dla mnie.

Klasyczne dobre piosenki w dobrym wykonaniu.
Polecam niedziele spontaniczne, niedziele nieoczywiste, w których podążamy za głosem serca, za ruchem swojego ciała, za tym, co nam daje kopa, choćby po to, by lepiej radośniej zacząć nowy rok szkolny

Blog

Beksiński i Teatr Czterech z Wrocławia

We Wrocławiu tyle się dzieje, że jak już akurat tu jestem, to wiele może mi umknąć, bo przecież jak wybiorę jedno wydarzenie, to na inne już nie pójdę a czasem przecież nie wybieram nic lub sama coś stwarzam dla siebie.
No ale na szczęście są znajomi i przyjaciele, którzy zaproszą na coś, namówią, przypomną, zasugerują i wtedy wybór jest dużo prostszy, bo jest pretekst do pójścia w to właśnie konkretne miejsce.
Tak było przedwczoraj, zwykła niby spokojna, nawet leniwa niedziela sierpniowa. Trochę wiatr, trochę słońce, w zasadzie nic specjalnego.
Znajoma, która występuje w Teatrze Czterech https://teatrczterech.pl/ zaprosiła mnie na „Strategie przetrwania. Silent disco”. To spektakl, który miał premierę w dniu finisażu wystawy „Fenomenalny. Zdzisław Beksiński” w Pawilonie Czterech Kopuł.

Continue reading „Beksiński i Teatr Czterech z Wrocławia”
Blog · Dzieci · Wiersze

Ciotka Dżasta w Londynie

Czasem tak jest, że w danym momencie najważniejsze jest to, co innym się wydaje niekonieczne, niepotrzebne, a nawet nie w porę. Ty jednak czujesz, że to jest dla Ciebie najlepsze, a nawet czasem bardziej dla innych.
Tak było z naszą wycieczką do Londynu. To był babski wypad. Udało się ogarnąć tanie loty w obie strony w czasie, który był dla naszej całej czwórki najbardziej optymalny. Przed końcem roku szkolnego, gdy już lekcje konkretne to tylko mit. Hotel jakimś cudem też udało się zarezerwować w dość dobrej lokalizacji i niedrogo.
Już na wstępie podróży postanowiłyśmy się nie przejmować tym, że samolot ma godzinę opóźnienia, a my mamy kupiony bilet na autobus z lotniska na konkretną godzinę, że zmieniają nam bramkę na ostatnią chwilę. Potem okazało się, że fajnie że mamy bilet na autobus i nieważne że godzinę wcześniej. Po prostu weszłyśmy. Lepiej okazuje się mieć bilet nie na tę godzinę, niż go nie mieć, bo Ci co zostali w kolejce, nie weszli.

Potem. Jeszcze tylko dojazd metrem i już byliśmy w hotelu. Od metra do hotelu było bardzo blisko.

Continue reading „Ciotka Dżasta w Londynie”
Blog · Mikro i makrowyprawy

Byłam wczoraj na meczu Igi Świątek!

Tak naprawdę byłam w teatrze na premierze „French Open”. Rekonstrukcji meczu Igi Świątek z Naomi Osaką. Teatr Pantomimy im. Henryka Tomaszewskiego we Wrocławiu rzeczywiście, tak jak to zostało powiedziane po spektaklu, przekroczył granice performansu. To był mecz, były trybuny, komentator, sędziowie, zawodniczki, były przerwy. Można było wychodzić, kupować popcorn, wodę i wracać. Jak na meczu.

Continue reading „Byłam wczoraj na meczu Igi Świątek!”