Blog · Dzieci · Wiersze

Ciotka Dżasta w Londynie

Czasem tak jest, że w danym momencie najważniejsze jest to, co innym się wydaje niekonieczne, niepotrzebne, a nawet nie w porę. Ty jednak czujesz, że to jest dla Ciebie najlepsze, a nawet czasem bardziej dla innych.
Tak było z naszą wycieczką do Londynu. To był babski wypad. Udało się ogarnąć tanie loty w obie strony w czasie, który był dla naszej całej czwórki najbardziej optymalny. Przed końcem roku szkolnego, gdy już lekcje konkretne to tylko mit. Hotel jakimś cudem też udało się zarezerwować w dość dobrej lokalizacji i niedrogo.
Już na wstępie podróży postanowiłyśmy się nie przejmować tym, że samolot ma godzinę opóźnienia, a my mamy kupiony bilet na autobus z lotniska na konkretną godzinę, że zmieniają nam bramkę na ostatnią chwilę. Potem okazało się, że fajnie że mamy bilet na autobus i nieważne że godzinę wcześniej. Po prostu weszłyśmy. Lepiej okazuje się mieć bilet nie na tę godzinę, niż go nie mieć, bo Ci co zostali w kolejce, nie weszli.

Potem. Jeszcze tylko dojazd metrem i już byliśmy w hotelu. Od metra do hotelu było bardzo blisko.

Continue reading „Ciotka Dżasta w Londynie”
Mikro i makrowyprawy

Ciotka Dżasta w Sydney podchodzi 3 razy do lądowania, a potem trafia na China Town i nie może z niej wyjść ;)

Już wiem że samoloty świetnie umieją się spóźniać. No i ten do Sydney miał już 10 minut. Ok. Leciało się całkiem dobrze. Znów trzeba bylo pół godziny dodać, bo różnica czasowa. No i już prawie lądujemy, już na pasie, a tu samolot wznosi się znów w górę. Nic nie mówią, nie wiadomo co, dlaczego, tylko okrążamy całe Sydney górą. Za drugim razem to samo. Tak 3 razy okrążylismy Sydney i w końcu udało się wylądować. Widoki owszem były piękne ale jednak trochę stres. Uff, cały samolot odetchnął z ulgą. Powiedzieli, że nie było warunków do lądowania, ale nam się wydaje, że prędzej spóźniony samolot nie miał miejsca i trzeba było czekać.Czyli w sumie 40 minut później byliśmy w Sydney.

Dzielnica Ashbury. Tu mieszkamy. Całkiem nie tak blisko centrum. Następnego dnia postanowiłam, tak jak w Adelajdzie, pojechać autobusem do centrum. Tu już inaczej z biletami niż tam, inny stan, nawet jeśli kupuje się kartę, to znów nie było gdzie. Wsiadam więc do autobusu i mówię kierowcy, że chcę kupić bilet, na co on każe mi siadać i się nie przejmować. No to się nie przejęłam.

Continue reading „Ciotka Dżasta w Sydney podchodzi 3 razy do lądowania, a potem trafia na China Town i nie może z niej wyjść ;)”