Taki teraz mam czas, balansuję między XIX wiekiem (Jóżef Ignacy Kraszewski – podróże, zwiedzanie jego muzeów, ale o tym innym razem) a okresem 20-lecia międzywojennego oraz czasami zaraz po wojnie, II wojnie. Tak się składa, że sięgnęłam po eseje, które dostałam w nagrodę jako uczennica 8 klasy podstawówki. Niezwykłe, ta książka w nienaruszonym stanie przetrwała u mnie, może głównie z powodu dedykacji, jakie wtedy wpisali mi do tej książki koledzy i koleżanki z klasy oraz wychowawczyni, więc taka wartość sentymentalna. Dopiero teraz postanowiłam po nią sięgnąć i chyba to dobry moment, bo wciągnęła mnie. Jak dobra powieść, a przecież to sylwetki międzywojennych, przedwojennych pisarek, w tej chwili kompletnie zapomnianych, takich jak Wanda Melcer, Irena Krzywicka, Kazimiera Iłłakowiczówna, Maria Wielopolska, Ewa Szelburg-Zarembina, Maria Kasprowiczowa, Helena Boguszewska, Maria Ukniewska, Izabela Czajka-Stachowicz i Zuzanna Ginczanka oraz jedyny w tym (towarzystwie) wyborze, mężczyzna – Michał Choromański.
