Zrobiłam to, poleciałam na inny kontynent, gdzie lot trwa ponad 20 godzin i dwa razy trzeba się przesiadać z samolotu do samolotu. Jak się okazuje samoloty się spóźniają i można utkwić na lotnisku ileś godzin i dolecieć później i inaczej. Ale co tam.
Kiedy robi się wiele rzeczy, kiedy zajmuje mnie to i tamto, trochę stresu, szczypta euforii, kilogramy codzienności po drodze i tona wyrzutów sumienia, to tylko myślę o tym, co bym napisała, czym się podzieliła, ale naprawdę nie ma kiedy i to jest ok, bo ważniejsze się dzieje.
Trwają wakacje, więc czasu niby więcej a jednak paradoksalnie mniej. Zależy co zamierzamy i co robimy. Zanim więc napiszę o wakacjach i moim tegorocznym wyborze spędzania ich, to jednak muszę napisać kilka słów o filmie, na którym byłam, on jeszcze w kinach jest grany, więc można sprawdzić samemu.
Waham się jak i co napisać, bo film ważny, czułam podskórnie, że ważny będzie. Okazał się też miejscami zaskakujący, chociaż wydawałoby się, że w jakiś sposób przewidywalny, a jednak mnie zaskoczył, szczególnie końcem. Nie powinnam pisać jak, ani czym mnie zaskoczył, bo to będzie spoiler, a w tym filmie potrzebne jest to zaskoczenie. Jeśli oczywiście wystąpi w nas, ale potencjalnie może.
Myślę, że jednak powinnam napisać coś o swoich odczuciach i skąd one się wzięły. Czuję, że zachowuję się teraz jak Tewje Mleczarz przed podjęciem decyzji, bo z jednej strony….. ale znów z drugiej strony….. Kto oglądał Skrzypka na dachu, ten wie o czym piszę 😉
No dobrze, w tytule będę ostrzegać, że jak ktoś nie chce być nastawiony w żaden sposób ani też nie chce mieć zepsutego pierwszego wrażenia, niech nie czyta tego posta po rozwinięciu 🙂
„Jutro będzie nasze” to film nie tylko dla kobiet. Film jest nakręcony w wersji czarno-białej i to dobry zabieg. Po pierwsze akcja filmu dzieje się we Włoszech, które uwielbiam osobiście, to kraj w którym mogłabym mieszkać, ale do rzeczy. Powojenny Rzym i kobiety, które żyją w patriarchalnym świecie, które nie mają prawa do głosu, których mężowie są panami i władcami, mogącymi, gdy im się spodoba ukarać kobietę, wymierzyć jej policzek, zabronić, rozkazać i to jest normalne życie.
Nie wiesz co zrobić z cukini żeby się nie namęczyć? Smaczne i szybkie. Spagetti z cukinią
Wystarczy pół paczki spagetti. Ugotuj aldente. W tym czasie podsmaż pokrojoną w plastry cukinię na złoto. Na łyżce oliwy. Odłóż na bok, podsmaż 1 łyżeczkę ziaren czarnego pieprzu na tej patelni, co smażona była cukinia.
Gdy odcedzisz makaron, odlej pół szklanki wody z gotowania i dodaj do patelni, dodaj łyżkę oliwy, makaron i cukinię, wymieszaj dodaj 3 łyżki parmezanu,
wymieszaj. Że y smak. Był lepszy i zdecydowany ja dodałam jeszcze soli, więcej sera w wiórkach np. Goudy i łyżeczkę przyprawy Czubrica żółta. Wyszło super smaczne
W tym roku miałam wybór, ale tak naprawdę nie miałam wyboru. Dlaczego? Po prostu nie zapisałam w kalendarzu swojego własnego wydarzenia czyli koncertu Chóru Melomana, w którym śpiewam w NFMie. Natomiast obiecałam Brzoskwini, że pójdę z nią i jej przyjaciółką na koncert Genzie. Obiecałam, bo nie miał kto iść tak naprawdę, a ona bardzo chciała. Gdy okazało się, że to ten sam dzień i godziny, było pozamiatane. Moje niedopatrzenie. Trudno. Decyzja, idę z Brzoskwinią. Oczywiście nic nie wiedziałam o Genzie poza tym, że nastolatki za nimi szaleją i że to grupa młodych influencerów, nawet nie wiedziałam na ile oni śpiewają i jak. No ale nie będę marudzić, chcę wspierać, a bez dorosłego nie pójdą, to impreza z tych, co to gigantyczne kolejki do wejścia i bardzo dużo publiczności i głośno, no i w Hali Stulecia. Chciałam też z nimi pójść po to, by Brzoskwinia nie czuła się lekceważona, ani też nie czuła, że zakazuję jej czegoś. Po prostu wiedziałam, co dla niej ważne i pamiętam jak w jej wieku dla mnie ważne rzeczy były tak bardzo ważne, że traktowałam je emocjonalnie. Prawo nastolatków.
Z kolei ważną rzeczą dla mnie jest śpiewanie i Chór Melomana , no i koncert finałowy na głównej scenie NFM-u w czerwcową niedzielę. Ale już w dwóch takich koncertach brałam udział i oczywiście natychmiast pogodziłam się z tym, że w tym roku odpuszczę, chciałam przecież dziecku dotrzymać obietnicy. No i też miałam ochotę zobaczyć co się jej podoba.
No i obiadu dziś nie będzie. Ale i tak jestem szczęśliwa, leżę w szpitalu po operacji i już odtajają mi nogi. To znaczy wraca czucie. Miałam taki zabieg, że znieczulenie połowiczne i najgorsza jest nie sama operacja, ale to czekanie, aż znów poczuję swoje nogi.
Zastanawiam się czemu znów gotuję zamiast pisać. Czy ja tak bardzo lubię gotować, że znów coś nowego i nie to co zawsze i nie piszę, ani nie czytam przez to? Wyszło mi, że wcale nie do końca tak. Gotować lubię ale bez przesady. Czasem. No ale trzeba gotować częściej niż czasem, bo rodzina musi coś jeść, no a ja akurat w domu.
Skoro trzeba gotować, to szukam nowych przepisów z czystego egoizmu, bo nudzi mi się gotowanie ciągle tego samo. Skoro już mam gotować, to czemu nie coś nowego, bawić się tym, bo ciekawe co wyjdzie i ciekawe czy to smaczne.
We wtorek zamiast pójść na warsztaty dla nauczycieli połączone z seansem filmowym, jak to mam w zwyczaju w każdy ostatni wtorek miesiąca, wybrałam się do Tajnych Kompletów. Byłam na spotkaniu z legendą wrocławskiej poezji, poetką łączącą pokolenia, bliską, bo naszą, wrocławską, bliską, bo bywającą w miejscach kultury, bliską, bo można było dawniej przyjść do Redakcji Odry i zostawić swoje wiersze pani Urszuli, rozmawiać, to ona decydowała o drukowaniu poetów w Odrze. Można było spotkać ją zawsze na jednym z wielu wydarzeń literackich….
Urszula Kozioł ma 92 lata i nie chciała, by prowadzić z nią spotkanie, dobrze było słuchać wierszy czytanych przez nią samą, słuchać wielu opowieści i dygresji, którymi nas częstowała, a miała kogo częstować, Tajne Komplety pękały w szwach.