
w poczekalni medycyny pracy
czytam Fontanny Alicji
i nie mogę się oderwać
od myśli że to dobre
miejsce do czytania
lepszy byłby tylko szpital
na ścianie plakat – wlewy dożylne
wlewam sobie słowa
ale moje żyły cały czas są ich pełne
każdym wierszem upewniam się
że to ten dom – dom słowa które stało się
chociaż ciało tak naprawdę już było
i tylko się ubrało
i w związku z tym psychiatria
wciąż ma się dobrze
ale poezja jest przecież piękniejsza
lustereczko lustereczko
powiedz przecie…
© Justyna Paluch
W tym roku moje wakacje obrodziły książkami przyjaciół, na początek poezja. I będę chyba o niej pisać w kilku postach, a zacznę od najświeższej książki poetyckiej, którą podarowała mi autorka Alicja Dydyna dosłownie tydzień temu. „Fontanny”.
Alę poznałam, gdy brała udział, jako studentka, w organizowanym przeze mnie konkursie poetyckim „O Złoty Karton III LO” i wtedy dostała wyróżnienie. Później dołączyła do mojej Grupy Poetyckiej i, dzięki temu, miałam przyjemność słyszeć, czytać jej wiersze średnio raz na dwa tygodnie. Często to były wiersze w pierwszej fazie powstawania. Bo na naszych spotkaniach dużo piszemy. Później Ala wzięła udział w konkursie poetyckim na tom poezji im. Jacka Bierezina i go tak po prostu wygrała. Czemu wcale się nie dziwię. To dzięki temu, że zechciała brać udział w konkursach w ogóle, mamy teraz „Fontanny” – jej debiut książkowy.
Z ciekawością czekam zawsze na nowe frazy Ali. Czytając „Fontanny” zastanawiam się razem z nią, co można zrobić z czarnym kwadratem i przede wszystkim nad tym, czy ja też mam taki dylemat. Uwielbiam „kowbojkę” i mocno empatyzuję z tym lataniem po mieście, szukaniem własnej czcionki i nadmiarem powietrza między piórkami.
Tak naprawdę u Ali nigdy nie wiesz co się w wierszu zdarzy, dokąd poprowadzi i jaki porządek wytrąci Ci z głowy, albo jeszcze lepiej, gdzie tam odnajdziesz siebie.
Sporo jest u Alicji Dydyny tej przestrzeni dla nas gościnnej, gdzie można się rozsiąść, rozśpiewać, rozinterpretować po same końce wiersza. To trochę tak, jakby wreszcie móc oddychać pełną piersią, bo rześki to teren, gdzie tryskają co chwilę fontanny i „miga tu wiele cudzych słońc”.
Właściwie mogę jeszcze powiedzieć, że miałam zaszczyt być przy wątpliwościach Ali, gdy powstawał tytuł książki, a teraz patrzę na okładkę, którą sobie sama zilustrowała i myślę jak spójna jest z tytułem i wierszami, jakby sama okładka już była wierszem graficznym, tytułowym, wyjątkowym. Czytajcie „Fontanny”, opryskają nie raz znienacka, ale to świetna zabawa.