Naprawdę już długo nie pisałam, a dziś chcę po prostu sprawdzić czy jeszcze umiem.
Też tak macie, że jakaś dłuższa przerwa zwyczajnie w Was budzi niewiarę w Wasze umiejętności? Jakby wszystko, co umiecie nagle się przeterminowało i uleciało jak mgła.
Ale trudno, próbujemy. Ostatnio upały dały nam się we znaki, przynajmniej tu na południowym – zachodzie Polski było nieznośnie. Wtedy pomyślałam, czy jeśli będę oglądać, wspominać mrozy i zimę, to czy to odpowiednio zadziała na mój mózg. Czy poczuję się schłodzona?
No i tak wspominając tegoroczną zimę, powróciłam do wyjazdu do Torunia, kiedy to Wisła była tak pięknie zamrożona, że chciałoby się po niej chodzić, jeździć na łyżwach, a muzea bez kolejek, ale za to pozwalały się schronić przed mrozem.







Czemu tak piszę o muzeach bez kolejek, bo już w czerwcu w czasie długiego weekendu do Domu Kopernika stało się w długiej kolejce na ulicy. Nie spodziewałam się, że do muzeów mogą być takie kolejki. Tak, to drugi wypad w tym roku do Torunia, z autorką książki o Annie Schilling, książki, która już na jesień wyjdzie w Wydawnictwie Mg. Myślę, że Toruń jest najlepszym miejscem do promocji tej książki, ale, znając życie najpierw spotkanie premierowe odbędzie się we Wrocławiu.

Osobiście nie mogę doczekać się premiery „Anny od gwiazd”. Będę ją czytać na YouTube i na pewno napiszę kilka słów. No ale musimy jeszcze na tę książkę do września poczekać.
Ale, wracając do pobytu, to pięknie nam się widział Toruń w czerwcu, trochę deszczowy ale w sam raz, czas płynął wokół Kopernika i Anny. Byłyśmy przy kamienicy, gdzie mieszkała. Same zresztą mieszkałyśmy w takiej podobnej wysokiej, nie w hotelu z windą, dlatego mogłyśmy poczuć klimat jej czasów.





Więcej w tym wpisie zdjęć niż tekstu. Może to i lepiej. Czasem minimum to maksimum. Ale niedługo jeszcze jeden tekst na ochłodę w upały, więc spodziewajcie się kolejnej retrospekcji w mroźny czas.