Bez kategorii · Przeczytane

Odkrywanie zapomnianej literatury

Taki teraz mam czas, balansuję między XIX wiekiem (Jóżef Ignacy Kraszewski – podróże, zwiedzanie jego muzeów, ale o tym innym razem) a okresem 20-lecia międzywojennego oraz czasami zaraz po wojnie, II wojnie. Tak się składa, że sięgnęłam po eseje, które dostałam w nagrodę jako uczennica 8 klasy podstawówki. Niezwykłe, ta książka w nienaruszonym stanie przetrwała u mnie, może głównie z powodu dedykacji, jakie wtedy wpisali mi do tej książki koledzy i koleżanki z klasy oraz wychowawczyni, więc taka wartość sentymentalna. Dopiero teraz postanowiłam po nią sięgnąć i chyba to dobry moment, bo wciągnęła mnie. Jak dobra powieść, a przecież to sylwetki międzywojennych, przedwojennych pisarek, w tej chwili kompletnie zapomnianych, takich jak Wanda Melcer, Irena Krzywicka, Kazimiera Iłłakowiczówna, Maria Wielopolska, Ewa Szelburg-Zarembina, Maria Kasprowiczowa, Helena Boguszewska, Maria Ukniewska, Izabela Czajka-Stachowicz i Zuzanna Ginczanka oraz jedyny w tym (towarzystwie) wyborze, mężczyzna – Michał Choromański.


Wszyscy oni byli literatami spotykającymi się w Ziemiańskiej, obracającymi się w otoczeniu Witkacego, Tuwima, Kuncewiczowej, Boya-Żeleńskiego. Z tych wszystkich nazwisk znałam najbardziej Ginczankę, jej niezwykłe wiersze, odkryte na nowo, przez ostatnie lata są wydawane w kolejnych książkach. Była świetnie zapowiadającą się poetką, nowatorska dla swojej epoki, ale niestety zginęła rozstrzelana przez Gestapo w wieku 27 lat i zdążyła wydać tylko jeden tomik za życia.
Ewy Szelburg-Zarembiny znałam tylko wiersze dla dzieci, jej słynne „Idzie niebo ciemną nocą”, o Iłłakowiczównie słyszałam, a reszta, no cóż…
Już w trakcie czytania, postanowiłam nadrobić niewiedzę, albo zaspokoić ciekawość i wypożyczyłam książki Ireny Krzywickiej, tej skandalistki, w końcu to jej książka nosi tytuł „Wyznania gorszycielki”, to ona napisała „Pierwszą krew”, jej poglądy na owe czasy były dość odważne, poglądy propagatorki świadomego macierzyństwa, antykoncepcji i edukacji seksualnej, nie powstydziłyby się ich i dzisiejsze feministki. Naprawdę mało się mówi dziś o tych autorkach, nie wydaje się wznowień, a choćby takie „Wyznania gorszycielki” – jej autobiografia, to skarbiec wiedzy o epoce z punktu widzenia kobiety. Nawet opisy wyglądu mieszkania są tak napisane, że czyta się to z ogromną ciekawością.


Polecam czytać tę autobiografię jednocześnie sięgając po jej opowiadania wydane w tomie „Mieszane towarzystwo” – ma się od razu świetną ilustrację, dopełnienie faktów z życia. „Mieszane towarzystwo” jest o zwierzętach, które pojawiały się w życiu Ireny Krzywickiej.
Krzywicka wywołała skandal tymi opowiadaniami, opisując, między innymi, namiętną miłość kotów, jak pisała później, jej kotkę wytykali palcami, widząc przed domem w Podkowie Leśnej, gdzie mieszkała.

Ale tak to już jest, ludzie zawsze we wszystkich czasach będą wytykać palcami to, co naturalne i to, co normalne, czy choćby odważne, ale przeciwne do ich wyobrażenia. Czasami tak jest, że wytykają tylko dlatego, że sami nie są w stanie sobie na taką odwagę pozwolić i wytykają wyłącznie ze swojej wewnętrznej, nawet nieuświadomionej zazdrości. Bo nikt tak nie robi i dlatego to dziwne, a nawet niemoralne.

Krzywicka opisuje swoją ogromną przyjaźń z Tadeuszem Boyem-Żeleńskim. To że wyszła za mąż z przyjaźni, a nie z miłości. Przyznaje się do tego otwarcie, że miłość pojawiła się później, wraz z Boyem. Dużo pisze jak walczyli wspólnie o cywilizowane podejście do macierzyństwa, o „szczęście dziecka urodzonego i chcianego, o nowe spojrzenie na sprawy płci” – cytat z autobiografii Krzywickiej. Tak, wbrew pozorom, Boy walczył właśnie o to, gdyż wtedy kobiety umierały od niewłaściwej aborcji, pokątnej i źle przeprowadzonej. Krzywicka walczyła, by takie sytuacje nie miały miejsca, ale ustalili, że Boy będzie pisał o tych ważnych sprawach, bo jest znanym pisarzem i lekarzem, że dzięki temu będzie skuteczniejszy, będą go czytać. Czytali ale też był krytykowany na wiele sposobów, na szczęście miał tę cywilną odwagę, by trwać przy swoim. W końcu wsparła go najlepsza poetka tamtych czasów, Maria Pawlikowska-Jasnorzewska.
Do dziś wydaje się mocny wiersz Marii Pawlikowskiej – Jasnorzewskiej, który wtedy na Krzywickiej i innych literatach zrobił tak mocne wrażenie?

Topielice

Rudą nocą, pod mostem, w Sekwanie,
płynie kotka, przemokła i sina.
Pod następnym mostem, niespodzianie,
przyłączyła się do niej dziewczyna.

Opryskują je lampy portowe,
owijają je posępne fale,
a one prowadzą rozmowę,
nie oddychając już wcale.

„Dzieci z mostu mnie w wodę wrzuciły.
A ciebie?“ — „I mnie także. Wiedz to…
Choć tak bliskie, dalekie, bez siły,
w zimną falę rzuciło mnie dziecko.

Teraz we mnie odpływa jak w łodzi,
w dal od brzegów, tonących w mgły krepie…
Nie zobaczy już świata“ — „Nie szkodzi“…
— „Nie wyrośnie na ludzi…“ — „To lepiej…..“

Tym wierszem zakończę ten wpis, ale czekajcie na dalsze wpisy o pisarkach z książki odgrzebanej po latach autorstwa Agnieszki Baranowskiej „Perły i potwory”
Cdn…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *