Dlaczego asertywności uczą nas sytuacje, kiedy nie o siebie musimy zadbać, tylko o innych.
To tylko pytanie retoryczne, które spróbuję rozwinąć w tym wpisie.
Dawno tu nie pisałam, bo nie było czasu ale i też potrzeby, a ja nie będę się zmuszać, ani pisać na siłę, żeby tylko było coś w social mediach. Zastanawiałam się czy do kolejnego wpisu przekona mnie coś olśniewającego,
na przykład jakiś super film, ekstra książka, wycieczka, czy przepis kulinarny. Aż w końcu kolejność zdarzeń spowodowała, że poczułam nagłą palącą potrzebę pisania z o wiele ważniejszego powodu, przepracowania czegoś życiowo, społecznie, nauczenia się czegoś.
Jest trochę na świecie nas – osób, które nie lubią konfliktów, wolą przemilczeć niż walczyć, są gotowe stwierdzić, „a może przesadzam” i siedzieć cicho. Nie umiemy stawiać granic, bo się nam te granice kojarzą z czymś
niemiłym dla innych. Wolimy więc sobie dać wejść na głowę, byle tylko nie urazić nikogo.
A wiecie, co dzieje się w tym czasie, gdy my milczymy? Osoba, która przekracza nasze granice, uczy się, że może tak działać i jest bezkarna, uczy się, że granic nie ma i można z butami włazić kiedy się chce i jak się chce na teren
drugiej osoby bez pytania. Swoją biernością uczymy tę osobę złych zachowań, które będzie ćwiczyła w życiu nie tylko na nas, ale też na innych, być może słabszych od nas.
Jeśli widzą to inni: jej szkodliwe zachowanie i nasze milczenie, to po pierwsze też tego szkodliwego działania mogą doświadczyć na sobie, jednocześnie z nami, a po drugie jest szansa, że pomyślą, że tak ma być, nie
można się wychylać, bo taki jest świat.
Dlatego właśnie trzeba umieć powiedzieć STOP!
Dla siebie, ale przede wszystkim dla innych, by nie myśleli, że trzeba milczeć, cierpieć i nie reagować.
Milczenie zawsze jest zgodą na to byśmy czuli się źle traktowani, poniżani i nie usprawiedliwia go fakt, że osoba, która działa niszcząco na inną osobę, lub więcej osób, robi to nieświadomie. To właśnie dlatego trzeba jej to
uświadomić! Ta osoba może niekoniecznie jest zła, czy ma złe intencje, może po prostu nie wie, że
jej zachowanie szkodzi innym, niszczy innych, że powinna coś zmodyfikować w tym co robi.
Ostatnio więcej takich sytuacji mi się zdarza, ale odkryłam, że gdyby chodziło tylko o mnie, to pewnie
schowałabym się w sobie i nie odezwała, nie zareagowała na czas. To jednak dzieje się w taki sposób, że mogą ucierpieć inni, moja bierność może zaszkodzić wielu osobom albo też utwierdzić je w przekonaniu, że nie można reagować, że nie ma co, że trzeba przełykać cierpienie w samotności i nic nie można z tym zrobić.
Przełóżmy to na potencjalne przykłady.
Jeśli, dajmy na to, ktoś uniemożliwia ci prowadzenie na przykład warsztatów, bo najchętniej skupiłby uwagę na sobie, przejął pałeczkę, stał się mentorem, chociaż przyszedł jako uczestnik, nie pozwól na to, bo przede wszystkim uderzy to w innych uczestników. Zabierze ich czas na nauczenie się czegoś. Jeśli są wrażliwi i kulturalni, to może nie odezwą się, ale będą mieli poczucie straty, straty czasu, nieuzyskania tego, co mogliby i po co przyszli i to nie z powodu Twoich niekompetencji, tego, że nie masz do zaoferowania nic ciekawego. Owszem masz, masz swój sprawdzony temat, scenariusz, ale jesteś zbyt kulturalny\a i wycofany\a, by się odezwać
i powiedzieć jednemu z uczestników, by nie przeszkadzał w przeprowadzanych ćwiczeniach i nie odciągał uwagi od tego, co jest sednem tychże warsztatów.
Ja nie chcę by moje warsztaty z przyczyn ode mnie niezależnych rozczarowały innych, a tak mogło by być gdybym schowała głowę w piasek i nie przeprowadziła czegoś, co jest treścią zajęć do końca, tylko pozwoliła na
nieustanne zbaczanie z torów, pozwoliła wejść sobie na głowę.
Przytoczę inny przykład, wydaje mi się, że dość uniwersalny. (Media społecznościowe, grupy dyskusyjne)
Myślę że innym też mogłoby zaszkodzić gdybym nie zareagowała na atak jednej osoby przez drugą na grupie dyskusyjnej, za którą ja poniekąd odpowiadam, ponieważ ją założyłam, to jakby trochę mój teren, a atak publiczny z powodu zupełnie osobistych animozji powoduje, że moja reakcja jest jak najbardziej na miejscu. Przecież kiedy się kogoś oskarża, czy atakuje, trzeba mieć na to dowody. A czasem naprawdę zamiast robić to emocjonalnie i ostro, wystarczy porozmawiać. Słowo rzucone w emocjach publicznie może do kogoś przylgnąć i zupełnie niesłusznie go skrzywdzić.
W życiu tak bywa wiele razy, stajemy przed wyborem zareagować, czy nie, upomnieć się o swoje, chronić siebie. Dać innym przykład w ten sposób, czy nie.
Można całymi miesiącami, latami nawet znosić to, że ktoś zachowuje się w stosunku do nas nie w porządku, krzywdząco. Ale jeśli to będziemy znosić w milczeniu i strachu, ta osoba nie dowie się, że nam to szkodzi, że być może nie możemy tak funkcjonować. Nie bójmy się mówić i reagować, jeśli nie dla siebie, to dla innych. Postawmy granice, mamy do tego prawo.
Zawsze jest tak, że jeśli ktoś z jakiegoś powodu cierpi w milczeniu ale cierpi, bo nie potrafi się odezwać, bo chce kogoś chronić, bo nie chce problemu, bo się boi, to żeby nie wiem jak udawał, że wszystko jest ok, to ok nie będzie i w końcu wyjdzie na wierzch to, jak bardzo nie jest ok. Czasami takie rzeczy wychodzą zbyt późno, gdy ktoś swoim życiem czy zdrowiem przypłaci takie cierpienie w samotności. Tylko dlatego, że nie umiał być asertywny.
Jeśli nie powiecie co Was boli, że w ogóle Was boli, gdy ktoś beztrosko sobie, może nawet nieświadomie, działa w przeświadczeniu, że może, bo nikt mu uwagi nie zwraca, to on nie będzie wiedział, że robi źle. Bo są osoby, które nie domyślą się tego. A Wy znosicie do jego działanie, całą sobą wewnętrznie cierpiąc. w imię czego? Ten ktoś prawdopodobnie nie dowie się jak szkodliwe jest jego działanie i nie będzie wiedział, że może ono doprowadzić do szkodliwych skutków. Nie bójmy się więc mówić i reagować.
Owszem zachowanie innych, krzywdzące nas, chociażby słowami tylko, można znosić ale do czasu, prędzej czy później nie wytrzymamy i coś pęknie i się rozleje. W takich wypadkach złość , rozpacz, bezradność rozlewa się jak powódź, jak tsunami i nie wiadomo kogo może taka emocja oraz jej skutki pochłonąć oprócz nas samych.